środa, 23 listopada 2016

Alergia pokarmowa

Alergia, czyli co robić, jak sobie radzić i czy da się z nią żyć.



Od lat śledzę w internecie światek kynologiczny, wiele tematów o psach na forach już przeczytałam. Tak, ja jestem z ery, gdzie to siedziało się godzinami na forach internetowych, a nie na Facebooku. I jak pojawiały się posty o alergii psów, sposobie ich żywienia i ogólnych problemach to omijałam je szerokim łukiem. Przecież to mnie nie dotyczyło, więc moje zainteresowanie tym tematem było zerowe. Moje psy były zdrowe, bez alergii i myślałam, że to nas nie dopadnie. No bo jak? My? Nieee, aż do czasu...

Nasz Ciapek przez 7 lat był sobie szczęśliwym pieskiem, który mógł jeść wszystko i nawet nie było problemów trawiennych. Teraz wiem, że to była sielanka. Jak przy krajaniu mięsa, kawałek spadł to nikt nie zawracał sobie głowy, ewentualnie było stwierdzenie: Ciapek, coś spadło. Ciap wychodził z swojej kryjówki i sprzątał. Psie ciastka to kupowałam te w największych opakowaniach, bo miał na spółkę z Owczarami.

Aż przyszły jego urodzinki w czerwcu i zaczęło się sypać. Przez 3 miesiące drapania, siorpania, gryzienia. Pies wiecznie mokry, wiecznie zajęty swędziawką. Sprawdzaliśmy gruczoły, pchiełki i pochodne, robaczki, zeskrobiny, kąpaliśmy go i cuda wianki. Warto zauważyć, że pchiełki psa denerwują nie tylko kiedy są, psy mogą być uczulone na ugryzienia pchieł i przez to problem z drapaniem się powiększa. I taki bałagan może zrobić tylko JEDNA pchła, która wlazła na psa na spacerze. Dlatego trzeba psa dobrze przejrzeć i go zabezpieczyć przed nimi. Ale Ciap był czyściutki. Ostatecznie została nam dieta eliminacyjna i podejrzenie alergii.

Na początku gotowaliśmy rybkę z ryżem. Pies dostawał długich zębów i Pańcia, ja tego nie ruszę. Przekonywanie, dosmaczanie. Podawanie surowej ryby też kończyło się fiaskiem, gdyż według Ciaposława, było to niejadalne. Ledwo tydzień na tym pociągnęliśmy, a tu mamy przez około pół roku stosować tą dietę. Nie było wyjścia, zamówiłam mu rybną karmę, w imię zasady, chrupki zawsze mu smakowały. I to był strzał w dziesiątkę. Owszem jeszcze trochę się drapał, ale ogarnęliśmy to najgorsze.

Zaczęło się czytanie po nocach składów karm, gdzie nie ma ani grama kurczaka i jego pochodnych. Przerzuciliśmy się na karmę z jagnięciną, która jest w większości karmach hypoalergicznych i tak sobie na niej jechaliśmy, jechaliśmy... aż Ciap uczulił się na jagnięcinę. No, ale jak to? tak nam zalecano trzymać monodietę i takie zaskoczenie?

Niestety monodieta nie jest sojusznikiem w walce z alergią. O czym dowiedziałam się później. I teraz zaczął się rollercoaster. Nie dość, że szukać suchej karmy, gdzie nie ma nic z kurczaka, to jeszcze, aby nie było jagnięciny. Przy próbowaniu innych karm dochodził problemik z zbożami. Także i je trzeba było wyeliminować.

Także o ile ogarnęliśmy jedzenie, żeby było dobre, tak jak przychodził lipiec aż do końca września, nadal mieliśmy swędziawkę. Tu podejrzewamy, że uczulony jest na pyłki i inne takie. Alergia na jedną rzecz, może pociągnąć za sobą kolejne uczulenia. Także to może iść lawinowo. A na to sposobu nie ma. Dlatego dopiero jak jest źle, idziemy do weta po pomoc. Bo jedyne co wtedy można zrobić to podać psu steryd. Ale jego działanie nie trwa wiecznie i jak trochę go podleczymy to znowu odpuszczamy. Nie chcę przez 3 miesiące walić w niego sterydami, które nie są obojętne dla organizmu.  Dlatego kurację przeprowadzamy, kiedy jest już źle i pies się męczy.

Oczywiście można zrobić badania na co pies jest uczulony, ale koszt tego jest wysoki, więc zrezygnowaliśmy. Z obserwacji widzę, co on może jeść. A sprawdzenie pyłków nam nie pomoże, niestety :(

Tak wygląda nasza historia od 2,5 roku. Łatwo nie jest, ale trzeba walczyć.

Ciapek żyje jak normalny pies, zajada się również pysznościami z KONGa, oczywiście zabawka jest napchana tym,co może jeść.


Co się zmieniło?
- Ciap przestał BARować;
- skończyła się komenda: Ciapek, coś spadło. Teraz ścigamy się z psem, aby szybciej podnieść niż pies połknie;
- Ciapek przeszedł całkowicie na jedzenie suchej karmy, a co za tym idzie: co chwilę czytam skład karmy, którą chcę zamówić;
- kupujemy karmy jednobiałkowe, bez zbóż. 
- worki, które zamawiam mają po 2-4kg, co wychodzi też drożej niż przy zamawianiu worków 15kg;
- prowadzę notatki, która karma mu najlepiej smakowała i jak długo jadł, oraz rodzaj białka;
- jak już jesteśmy przy suchych karmach to istotne jest ciągłe zmienianie smaków, co worek;
- przysmaki kupujemy takie, w których skład nam pasuje, przy czym dostają je tez Owczary;
- nie kupujemy żadnych smaczków, treserków czy gryzaków, które mają kurczaka. Wyjątkiem są surowe części kurczaka, które dostają Owczary, bo są na BARFie. Ale nauczona doświadczeniem, bardzo sporadycznie ląduje w ich miskach kurak, a raczej w sytuacjach, kiedy nic innego nie uda mi się kupić ;)

Obecnie szukam czegoś, co wspomaga leczenie alergii, jakiś tabletek czy suplementów. Próbowaliśmy z MSM,ale nie dość, że musiałam kombinować, aby to psu przemycić do miski to na dodatek nie zauważyłam poprawy. Liczę, że w obecnym pędzie z nowościami, coś w końcu znajdziemy.

Suszone gryzaki z takich gatunków zwierząt, które mu nie szkodzą. Na zdjęciu kawałek płuca wołowego.


Pamiętajmy, że jest jest podejrzenie alergii pokarmowej to trzeba wprowadzić najpierw dietę eliminacyjną dla psa. Czyli karmić go tym białkiem, którego nie jadł do tej pory. Najczęściej jest to ryba. Polecane jest aby gotować psu ryż i właśnie mięsko. Jeśli nie przynosi to efektu można spróbować inny gatunek mięsa,który nie uczula i którego pies nie zna. U nas to nie przeszło, wiec przeszliśmy z psem na suchą karmę.I najważniejsze to czytanie składów, bez tego to ani rusz.

I drugą bardzo ważną sprawą jest to, że należy sprawdzić wszelkie opcje drapania się u psa, a dopiero na końcu zdecydować się na steryd. Bo sterydy nie leczą, a jedynie łagodzą objawy.

Ale najważniejsze w tym wpisie jest to, że pies z alergią może normalnie żyć i cieszyć się życiem. To nie jest wyrok, że pies jest wybrakowany, czy inne wymysły sfrustrowanych ludzi.

Ciap jak zwykle niczym się nie przejmuje ;)

poniedziałek, 14 listopada 2016

Skręt żołądka- jak zapobiec?

Zawsze wychodzę z założenia, że lepiej zapobiegać niż leczyć czy to w szkoleniu i wychowywaniu czy w sprawach zdrowotnych.

Skręt żołądka, czyli co to takiego można przeczytać TUTAJ
Nie chcę powielać tych samych informacji, zwłaszcza, że sama nic nowego do tematu nie wniosę. Jednocześnie artykuł bardzo dobrze przedstawia temat i koniecznie trzeba się z nim zaznajomić.

Owczarki Niemieckie są w wysokiej grupie ryzyka. Ale każdego psa może to spotkać. Sporo znajomych psów odeszło właśnie przez skręt żołądka. Ale on też nie jest wyrokiem, bo można zdążyć zareagować i na czas zawieź psa do lekarza weterynarii. Im szybciej zareagujesz, tym pies ma większe szanse na przeżycie. W przypadku skrętu konieczna jest operacja, długa rekonwalescencja i pies wraca do sił i życia sprzed tego przykrego incydentu. Niestety z obserwacji wynika, że niewiele psom udało się wygrać tą walkę. Nawet kiedy było już, lepiej, lepiej i bach.


Co się do tego przyczynia?
Budowa psa, czyli duże, ciężkie i z głęboką klatką piersiową. Ale też sposób żywienia, ruch i cechy osobnicze psa jak i nieubłagana genetyka. Ale prawda jest taka i będę to ciągle powtarzać, że każdy pies może zachorować.



Jak my się staramy zniwelować ryzyko?
 - przede wszystkim Sonia i Gandi są na BARFie, czyli jedzą mięso i mięsne kości. Jak najbardziej zbliżone do naturalnego. Takie żywienie ma plusy, ponieważ ono nie pęcznieje w żołądku, więc pies głodny nie zje ponadto swoich sił. Dodatkowo pies je wolniej, choćby kość czy duży kawał mięsa musi pogryźć, inaczej nie zje.
- psy dostają 2 razy dziennie. Dlatego, aby jeden posiłek nie był tak duży i ciężki. Lepiej jest, gdy zjadają mniejszą ilość jedzenia na raz. W końcu jest różnica między pół kilogramem, a kilogramem jedzenia, które obciąża żołądek.
- obowiązkowo u nas jest odpoczynek przed jedzeniem (ok. 1 godziny i dłużej) i po jedzeniu pies ma odpoczywać przez minimum 2 godziny. Nie ma wtedy spacerów, puszczania po podwórku, aby się wybiegały. A już na pewno mogą sobie wtedy zapomnieć o aportowaniu i innych aktywnościach. Tak samo chodzenie po schodach, skakanie i pajacowanie w kojcu czy przy płocie.
- u nas kiedy pies jest nakręcony, po intensywnej zabawie, gdzie ledwo zipie, najpierw musi ochłonąć zamiast od razu nachlipać się wody.
- miski mamy postawione na podłodze, ŻADNYCH stojaczków i podwyższeń.
- jeśli z psem coś ćwiczę na smaczki, zmniejszam do minimum lub wykluczam wtedy nakręcanie na piłkę, zwłaszcza Gazika, który bardzo kocha ruch.

I to byłoby na chwilę obecną tyle. Staram się przestrzegać tych żelaznych zasad u nas. Napływają coraz to nowe informacje o powodach skrętu, więc mam nadzieję, że w końcu będzie sposób, aby całkowicie go wyeliminować.

Jak wspomniałam na początku, sporo znajomych Owczarków odeszło. Były to psy zdrowe, aktywne, często pracujące i przede wszystkim wiodące szczęśliwe życie z swoimi ludźmi, którzy chcą dla nich najlepiej. Jednak pewnie jakiś detal, coś co nawet nie do końca można było przewidzieć i spotyka się taką przeszkodę w życiu. Mam wrażenie, że im pies starszy tym ryzyko rośnie, zwłaszcza jak pies wiekiem zbliża się do 8. roku życia. Także Sonia zaczyna pomalutku dobijać do tej granicy, także moja czujność, a raczej palpitacje serca wzmogą się. Jak przez całe życie dmucham i chucham to to będzie moja obsesja. Ale to nie jest też reguła, czytałam też o młodych psach, które odeszły za Tęczowy Most o wiele za szybko. Odpowiednio dbać o psa trzeba przez całe życie. Tak, mimo że Ciap jest mały i teoretycznie jest poza grupą obciążoną takim ryzykiem to do niego również odnoszą się wszelkie zasady. Nie ma lekko, nasz Jamnikowaty wytwór też ma z nami spędzić szczęśliwą starość, więc też jest otoczony najwyższą opieką.

Warto również porozmawiać z swoim weterynarzem na ten temat. Aby choćby dostać namiary, gdzie nawet w środku nocy pomogą w sytuacji skrętu. Lepiej być zapobiegliwym, niż potem płakać, że się nie zdążyło. Bo czas w tym przypadku jest najważniejszy, więc reagować trzeba SZYBKO!



Moim zdaniem, ludzie nadal za mało wiedzą co może grozić psu i jak temu zapobiegać. Dlatego nie powinniśmy krzyczeć i oskarżać innych, a rzeczowo przedstawić sytuację. Przecież każdemu chodzi o pomoc, a nie naskakiwanie na siebie.
Ważne, aby się dokształcić i jednak nie narzucać psu ruchu tuż po posiłku. Bądźmy świadomymi opiekunami psów. Może być i tak, że pies pomimo ruchu po jedzeniu nigdy nie dostanie skrętu, czego z całego serca życzę. Jednak dla mnie to zbyt wysoka cena na takie postępowanie, więc apeluję, aby jednak zaznajomić się z tym tematem.

Czytał ktoś z Was "Marley i ja"? tam główny bohater również miał skręt. Labradory pod tym względem jadą na tym samym wózku co poczwarki.

wtorek, 13 września 2016

Niezbędnik owczarkarza

O matko kochana mam Owczarka Niemieckiego i co mam zrobić?
Ano kochać i dbać o niego i spełniać jego potrzeby.
Przede wszystkim w tym poście chcę zwrócić uwagę, co najlepiej kupować dla ONka, żeby to się przydało. Bo po co wydawać pieniądze na coś, co okaże się, że owszem dla psów jest fajne, ale niekoniecznie dla naszego owczarka. I nie, nie chcę teraz pisać, że ONki to jakieś nadpsy, co muszą mieć wszystko inne, bo tak nie jest i te rady przydadzą się też innym, którzy mają wielkościowo czy charakterowo podobne psy.

Dla wszystkich obowiązkowa lektura, czyli poradniki p. Zofii Mrzewińskiej. Znajdziecie tam dobrą dawkę wiedzy, która jest niezbędna.



Obroże, szelki i smycze
Z obrożami to jest wesoło, bo obecnie jest ich tyle, że głowa boli, tyle rodzai wzorków, zapięć, możemy zrobić na zamówienie jakie tylko sobie wyśnimy. No tak, ale w takim natłoku, co wybrać? Ano nie pomogę, ale mogę co nieco doradzić.
Przede wszystkim szerokość u nas zaczyna się od 3cm, węższe niestety podduszały psa i nie było to komfortowe ani dla niego, ani dla mnie. Obroże na klamrę, gdy pies chodził w nich ciągle to przygniatały sierść i po ściągnięciu, nieciekawie to wyglądało. Obroży z zapięciem na zatrzask nie ufam, mamy jedną i mimo wszystko, jeśli mam przypiąć smycz do niej to się obawiam, czy się nie odepnie. ONki nie są spokojniutkimi psami, no jakby nie było. Materiał polecam jakiś łatwy do czyszczenia i odporny na błoto i inny brud, aby szybko można było wyprać i aby zaraz się nie zniszczył. My mamy 3cm półzaciski z taśmy brudoodpornej. I koniecznie trzeba się zaopatrzyć w adresówkę czy wyhaftowany napis na obroży. To tak w ramach zabezpieczenia, no i warto psa zaczipować.
Są jeszcze półzaciski na łańcuszek metalowy, który na owczarkach ładnie się prezentuje, ale zimą nie jest praktyczny. A znowu zapięcie martingale mi się nie podoba, no ale kto tam, co woli. Wielu Owczarkomaniaków ma dla psów łańcuszki czy kolie, w których pies bardzo ładnie się prezentuje. My ich nie używamy, ale może komuś wpadnie w oko?


Szelki muszą być przede wszystkim wytrzymałe i masywne.Szerokość minimum 4-5cm. Fajne są z podszyciem, bo wygodniejsze dla psa. My obecnie mamy szelki pasowe juliusa, które są szerokie, łatwe w ubieraniu, bez bajerów, wiele przeszły i nadal są w super stanie. Niestety pamiętam akcje, gdzie mimo, że szelki były ładne to nam strzeliły. Dlatego przykładam dużą wagę do tego, jakie kupuję. Inne warte uwagi są quardy, które można zrobić na zamówienie w firmach handmade. Do szkolenia IPO bardzo mi się podobają skórzane gappay'a, które sprawiają wrażenie wygodnych i bardzo solidnych. Jak miałam przebłysk, że chciałam iść w tym kierunku to tylko te szelki brałam pod uwagę. U nas, niestety nie sprawdziły się step-in.

Smycze muszą być wygodne i koniecznie z dużym karabinkiem. My mamy juliusowe gumowane, przepinane (2,20m)  i bardzo je sobie chwalimy, do tego w kolorze niebieskim i różowym. Bardzo fajne też są skórzane 2 metrowe, ale ważne jest, aby nie było ostrych boków. Mamy taka jedną smycz 2,5cm i niestety, tnie ręce. Do miasta mam gumowane samoróbki o długości 1,5metra. Ponieważ na wąskich uliczkach czy w zatłoczonych miejscach wolę mieć psa blisko siebie. Smyczy automatycznych nie polecam, bo mój jeden ONek nie umie na niej chodzić. Ogólnie to on zawsze blisko mnie się trzyma i obija się tą smyczą w głowę, grzbiet itp. Może przez to, że mamy rozmiar Giant do 50kg,8 metrów, a normalna wersja byłaby lepsza? nie wiem, ale fakt, że pies jest ciągle tuż koło mnie to i tak tej długości nie wykorzystuje.Co innego Sonia, dlatego oprócz moich sugestii należy wziąć pod uwagę zachowanie i styl bycia swojego psa. Ale moja Suka nie zachowuje się tak jak wzorowy ON.
Smycze gumowane, przepinane z Juliusa


Warto kupować akcesoria z odblaskami, bo często się mogą przydać, kiedy zapomnimy się na spacerze i zrobi ciemno lub po prostu nocne wojaże z psem będą bezpieczniejsze.

Kaganiec
My mamy dwa kagańce. Jeden skórzany dla Owczarka Niemieckiego, którego używam u weta. Czyli wpadamy do gabinetu, zakładam namordnik, szybka akcja i ściągamy. Drugi kaganiec to Chopo, który trzeba dobrać odpowiednio dla psa. Są podane wymiary, trzeba pysk wymierzyć i dobrać odpowiedni. Ja zaufałam rozmiarówce na stronie i kupiłam dla Owczarka Niemieckiego dla samca i dla mojego Gandzika jest za duży. Inne rozmiary to Owczarek Niemiecki średni i Owczarek Niemiecki suka. Także na pewno coś można wybrać, my będziemy nowy kupować.

Akcesoria pielęgnacyjne, czyli coś do wyczesywania i inne takie.
Szamponu używamy Dr Siedla, czyli tani i dość wydajny. My psa kąpiemy, jakiś raz na rok i rzadziej. Czyli wtedy, gdy pies wybitnie śmierdzi i nie ma opcji moczenia doopki w wodzie np. w oczku, basenie, nad jeziorem.
Do wyczesywania służy nam metalowe zgrzeblo, o TAKIE
W zestawie pielęgnacyjnym powinna znajdować się obcinaczka do pazurów, ale my jeszcze jej nie zakupiliśmy. Ważne, aby była rozmiarem odpowiednia dla sporych pazurków psiaka.
U nas z racji, że Sonia i Gandi są na BARFie, nie musimy czyścić ząbków, także w tym aspekcie nie pomogę.
A jak już jesteśmy przy pielęgnacji to nie wolno nam zapomnieć o psich uszach. My co jakiś czas czyścimy zapobiegawczo tym co akurat nam wet poleci i w zależności czy wlewamy i masujemy, czy nalewamy preparat na płatek kosmetyczny lub wycieramy chusteczkami nawilżonymi. Czasem jak zagniotki w uszku są zabrudzone do patyczkami do uszu, ale TYLKO, gdy pies jest grzeczny i jesteśmy pewni, że nie wykona gwałtownego ruchu. Najważniejsze to 100% bezpieczeństwa. Patyczkami mogę czyścić Soni i Ciapie, bo Gandi jest zbyt ruchliwy i nieprzewidywalny.


Swoje miejsce.
Owczar to aktywny pies, który musi mieć swoje miejsce do odpoczynku i wyciszenia. Taki swój azyl, kącik spokoju czy jakkolwiek inaczej to nazwać. Jeśli pies mieszka w domu to klatka kennelowa pomoże psu, a jeśli mieszka na dworze to dobry kojec z zadaszoną budą.


Zabawki
Tutaj temat jest bardzo szeroki.
Przede wszystkim zabawka wyciszająca typu KONG, u nas najlepiej sprawuje się napakowany jedzeniem czarny bałwanek. Wytrzymały, a jednocześnie wymagający. Pies się zmęczy, wyciszy i się naje.

Drugie to zabawki do zabawy czy podczas treningu, które wytrzymają owczarkowe paszczoszczęki. Dla mnie totalny niezbędnik to dwie takie same piłki na sznurku, najlepiej puste w środku. Do nauki aportu metodą wymiany, czy nagradzanie po przyniesieniu, poprzez szarpanie. My najlepszejsie mamy gappay'a 7cm. Oprócz tego wytrzymalsze piłki z tych droższych i dobrych: chuckit!, planetdog, StarMark, Z tańszych i pustych to piłka spiralna Sumplast. Jednak moje psy lubią też te pełne, tej samej firmy lub niezastąpione Hoko Funny 70mm, które się super odbijają, a poprzez dorobienie sznurka zyskuje u Gazika na atrakcyjności. Fajna tez jest zabawka fun mot, czy piłka trixie, tylko sznur trzeba przerobić, bo bardzo szybko przechodzi przez dziurki. Te zabawki mogę polecić na podstawie obserwacji Gazika, który kooocha piłeczki i jednocześnie ich nie oszczędza. Sonia obchodzi się delikatniej z nimi.I jak dla Owczara to polecam od razu kupować też takie zabawki, które pływają w wodzie.

Kolejny mega ważny punkt to szarpaki. Śliczne i kolorowe mopowe u nas w sekundzie darły się na strzępy. Za to polarowe były fajne, ale... Ale Gandi woli konkretnie zacisnąć szczęki, więc większą frajdę sprawia mu szarpanie się gryzakiem z RINGO. Futerkowe są fajne, ale na chwilę. No i nie ma co brać ze względu, że takie piękne, słodziutkie, ślicznusie i w ogóle to na zdjęciach fajnie wyglądają. Po jednej zabawie, będą zalane śliną i innymi bajerami, a po atrakcyjnym wyglądzie zostanie tylko wspomnienie.

Zabawki materiałowe czy zwykłe gumowe nie podołają zbyt długo, niestety. Tak samo piszczałki. Jedyne, które dłużej u nas żyją to kongowe z seri squeezz.

Jeśli chcesz dać psu chwilę pełni szczęścia to można wybrać się do lumpeksu, nakupić za grosze pluszaki, pousuwać niebezpieczne elementy jak oczy, nos itp i dać pupilowi. I napawać się, jak pies zachowuje się niczym drapieżnik. No, a później zostanie nam tylko sprzątanie, duuużo sprzątania waty i strzępek po uroczym misiu.



Jedzenie, tutaj nie będę rozgraniczać.
Dla mnie najlepsze jedzenie dla psa to BARF, dlatego jak ktoś ma chęci i czas to zachęcam z zapoznaniem się z tematem. Zwłaszcza, że pies ile zje to tyle ma w brzuszku, a sucha karma pęcznieje. Ale wiadomo, kto nie czuje się na sile tak karmić to zostało wybrać odpowiednią suchą karmę, która będzie psu służyć, spełniać zapotrzebowanie i smakować. A także będzie nam odpowiadać cena i skład, bo czytanie składów jest baaardzo ważne.
A ONki mają to do siebie, że są narażone na skręt żołądka. Dlatego ja tam dmucham na zimne, więc trzeba przemyśleć dobrze, co podawać psu do jedzenia. 
Tak samo miski mam postawione na ziemi, bez żadnych podwyższeń, również aby zapobiec skrętowi.

A smakołyki? Pasibrzuszki ONkowe zjedzą wsio jako nagrody czy przysmaki. Dlatego mogą to być kawałeczki parówki, żółtego sera, surowego/gotowanego/suszonego mięsa, gotowe treserki. Zjedzą dosłownie wszystko, tylko nie szalejmy, bo pies po dostaniu mega różności może mieć problemy trawienne, czyli biegunka czy ból brzuszka. Choć najlepsiejsze mniamniołki to... suszone płuca wołowe, suszona wątroba, uszy i inne psie słodkości, które polecam wszystkim psom, a nie tylko ONkom.

Suplementy, czyli czym warto wspomóc Owczarka.  
Jedni twierdzą, że ONek z dobrej hodowli nie musi nic brać na wzmocnienie stawów, inni znowu zapobiedawczo wolą coś podawać. Mi tam bliżej do tej drugiej grupy ludzi, dlatego swego czasu kupowałam różne suple. Ten, z którego byłam zadowolona to koński Cortaflex. Zdecydowałam się na niego, ponieważ był bardzo polecany u psów z problemami i jednocześnie wychodził korzystnie cenowo. Litr starczał nam na długo, bo dawkowanie w przeliczeniu na psa było małe, więc rzadziej kupowałam. Obecnie suplementuję psy MSM plus witamina C, czyli podaję owoc dzikiej róży.
I ogólnie, aby pies miał piękną, zdrową i lśniącą sierść podaję surowe jajko i olej z łososia.