wtorek, 10 stycznia 2017

Zmiany

Zmiany i nas dopadły.
Czasem tak jest, że niby wszystko gra, ale podświadomie chciałoby się coś zmieniać, coś przerobić, być bardziej utożsamiany z czymś. Od dawna chodziła za mną inna nazwa i może logo, ale to były bardzo odważne rozważania. Aż znalazłam czas, bo cóż, zimą nie siedzę tyle na dworze... to wymyśliłam!

Oto nasze nowe logo:

I tak, zmieniliśmy naszą nazwę.

Dlaczego?
Moje serce od zawsze jest zawładnięte Owczarkami Niemieckimi. Sama na swoje ONki mówię Poczwary czy Łowczarki, także ta nazwa do nas po prostu pasuje. A jak ktoś zapyta, a Ciapek? Ciapek po prostu zachowuje się jak rasowy owczarek, także i jego podciągnęliśmy pod nazwę. Świrnięte stado było fajne... kiedyś, teraz jednak trzeba być ciut poważniejszym. Chyba po prostu dojrzałam do takiej zmiany.

Kolory też są dobrane pod Owczarki, także mamy podpalane logo.

Co się zmieni?
Nic. Dalej to będzie taki sam blog. Będziemy dalej pisać o naszych perypetiach, dzielić się naszą małą wiedzą i doświadczeniem. Dalej będziemy testować. O przepraszam, moje postanowienie noworoczne obejmuje częstsze i lepsze posty, aby jednak były treściwe i ciekawe.

Aby ten post nie był taki pusty to podrzucam 3 zdjęcia z zeszłorocznej zimy





Także witamy w Poczwarowie!

edit. Początkowo nazywaliśmy się Poczwarkowo, ale Poczwary lepiej brzmią :)

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Znaleźliśmy psa!

Co roku moją tablicę na fejsie zalewają informacje o zaginionych/znalezionych psa, które uciekły czy zerwały się z smyczy. Dlatego ja bardzo apeluję do wszystkich, aby psy miały obroże z numerem telefonu i to już nie ważne czy będzie on wyhaftowany na obroży jak u nas czy będzie mu zwisać adresatka czy na jaki inny pomysł ktoś wpadnie. Pies musi mieć przy sobie nasze dane, bezwzględnie!

Dzisiaj rano będąc w domu, za oknem zauważyłam 2 psy bez właściciela, co wzbudziło mój niepokój. Jak stałam, tak pobiegłam, zakładając jedynie polar. A tam suczka labradora bez obroży i mały kundel, ale ten miał obrożę, ale bez adresatki. Chwilowe ogarnięcie sytuacji. I pierwsze wnioski. Suczka bardzo głodna, mimo nadwagi, wystraszona, nie wie za bardzo co ma robić. Wręcz gapowata, bo stała na środku drogi i mimo hamujących samochodów i mojego nawoływania, nie chciała z niej zejść. Nawet nie miałam ja ją ściągnąć, bo nie było za co chwycić. Ale też bardzo łagodna i pro ludzka. I miała początek CIECZKI! A owy kundelek miał jakąś chorobę oczu i biegał za nią zwabiony zapachem. Suczka mu się odgryzała,a ten chciał wykorzystać każdy moment. No wesoło było.

Także po odganianiu samca, powolutku przemieszczałam się z tą suczką w stronę mojego domu. Po męczącej trasie, gdzie popychałam, podnosiłam ciut przednie łapy itp, bo suczka była łagodna i na to pozwalała, kawaler zrezygnował i zwiał w drugim kierunku. Trudno.

Założyłam znajdzie starą obrożę, która należała do Soni, dałam jej garść karmy i miskę z wodą. Porozkładałam koce w werandzie i tam zrobiłam jej mały obóz. Nie wzięłam jej do domu, bo Ciap od razu wyczuł cieczkę i już mu zaczęło odbijać.

Co jakiś czas do niej zaglądałam, podrzucając jakiegoś smaka. Aż zaczęła szczekać, bo coś widziała przez okno. Ja patrzę, a tam nasz zagubiony kawaler. No to smycz w łapę i lecę po niego. No i jak ten pies zobaczył, że idę po niego i mam SMYCZ to uciekł mi, gnał aż się kurzyło za nim. I więcej psiaka nie widziałam.

Z tą naszą znajdka chodziłam po okolicy, ale nikt psa nie poznał a i ona nie wykazała jakiegoś zainteresowania znajomymi okolicami. Porobiłam jej zdjęcia i porozgłaszałam na facebook'u, łącznie z prośbą o udostępnianie. Napisałam nawet do gazety, żeby opublikowali na swoim FanPage informację, że znalazłam suczkę. Im większe grono odbiorców, tym większa szansa, że ktoś psa rozpozna. Podzwoniłam na różne telefony alarmowe, a na końcu do schroniska, które po nią przyjechało.

Okazało się, że pies chipa nie miał, tatuażu też niestety nie. Pomogłam psiaka zapakować do klatki,a potem do samochodu i pojechała do schroniska. Ale nadal starałam się rozgłaszać wieści. Kilka godzin później dostałam wiadomość, że właściciel się odnalazł i pies wrócił do niego cały i zdrowy.

Nie mogła zostać u mnie i czekać na właściciela, ponieważ miała cieczkę. Ciap świrował i nie chciałam, aby musiał się tak biedak męczyć. Choć była przyjazna do psów, to do romantycznych amantów wyskakiwała z zębami.

Zostałam bardzo miło zaskoczona odzewem na mój apel. Udostępniono post wiele razy, również gazeta lokalna się zaangażowała. Schronisko przyjechało w ciągu 15 minut, a pies tego samego dnia wrócił do domu.

O tą pannicę było takie zamieszanie TUTAJ

Gdyby tylko ten pies miał numer do właścicieli to o wiele szybciej trafiłby do domu, a nawet u mnie mógłby przeczekać te kilka godzin. Bo wtedy miałabym pewność, że go odbiorą i Ciap przetrwałby. Co innego, gdy to była niewiadoma, kiedy informacja dotrze to właścicieli, a na noc nie chciałabym ją zostawiać.
Ale wszystko szczęśliwie się zakończyło i nie chcę wiedzieć, co mogłyby się z nią stać, gdybym nie zareagowała. Także fajnie zaczęliśmy ten piękny 2017 rok :)

I przy okazji życzę Wam samych dobroci w Nowym Roku!

środa, 23 listopada 2016

Alergia pokarmowa

Alergia, czyli co robić, jak sobie radzić i czy da się z nią żyć.



Od lat śledzę w internecie światek kynologiczny, wiele tematów o psach na forach już przeczytałam. Tak, ja jestem z ery, gdzie to siedziało się godzinami na forach internetowych, a nie na Facebooku. I jak pojawiały się posty o alergii psów, sposobie ich żywienia i ogólnych problemach to omijałam je szerokim łukiem. Przecież to mnie nie dotyczyło, więc moje zainteresowanie tym tematem było zerowe. Moje psy były zdrowe, bez alergii i myślałam, że to nas nie dopadnie. No bo jak? My? Nieee, aż do czasu...

Nasz Ciapek przez 7 lat był sobie szczęśliwym pieskiem, który mógł jeść wszystko i nawet nie było problemów trawiennych. Teraz wiem, że to była sielanka. Jak przy krajaniu mięsa, kawałek spadł to nikt nie zawracał sobie głowy, ewentualnie było stwierdzenie: Ciapek, coś spadło. Ciap wychodził z swojej kryjówki i sprzątał. Psie ciastka to kupowałam te w największych opakowaniach, bo miał na spółkę z Owczarami.

Aż przyszły jego urodzinki w czerwcu i zaczęło się sypać. Przez 3 miesiące drapania, siorpania, gryzienia. Pies wiecznie mokry, wiecznie zajęty swędziawką. Sprawdzaliśmy gruczoły, pchiełki i pochodne, robaczki, zeskrobiny, kąpaliśmy go i cuda wianki. Warto zauważyć, że pchiełki psa denerwują nie tylko kiedy są, psy mogą być uczulone na ugryzienia pchieł i przez to problem z drapaniem się powiększa. I taki bałagan może zrobić tylko JEDNA pchła, która wlazła na psa na spacerze. Dlatego trzeba psa dobrze przejrzeć i go zabezpieczyć przed nimi. Ale Ciap był czyściutki. Ostatecznie została nam dieta eliminacyjna i podejrzenie alergii.

Na początku gotowaliśmy rybkę z ryżem. Pies dostawał długich zębów i Pańcia, ja tego nie ruszę. Przekonywanie, dosmaczanie. Podawanie surowej ryby też kończyło się fiaskiem, gdyż według Ciaposława, było to niejadalne. Ledwo tydzień na tym pociągnęliśmy, a tu mamy przez około pół roku stosować tą dietę. Nie było wyjścia, zamówiłam mu rybną karmę, w imię zasady, chrupki zawsze mu smakowały. I to był strzał w dziesiątkę. Owszem jeszcze trochę się drapał, ale ogarnęliśmy to najgorsze.

Zaczęło się czytanie po nocach składów karm, gdzie nie ma ani grama kurczaka i jego pochodnych. Przerzuciliśmy się na karmę z jagnięciną, która jest w większości karmach hypoalergicznych i tak sobie na niej jechaliśmy, jechaliśmy... aż Ciap uczulił się na jagnięcinę. No, ale jak to? tak nam zalecano trzymać monodietę i takie zaskoczenie?

Niestety monodieta nie jest sojusznikiem w walce z alergią. O czym dowiedziałam się później. I teraz zaczął się rollercoaster. Nie dość, że szukać suchej karmy, gdzie nie ma nic z kurczaka, to jeszcze, aby nie było jagnięciny. Przy próbowaniu innych karm dochodził problemik z zbożami. Także i je trzeba było wyeliminować.

Także o ile ogarnęliśmy jedzenie, żeby było dobre, tak jak przychodził lipiec aż do końca września, nadal mieliśmy swędziawkę. Tu podejrzewamy, że uczulony jest na pyłki i inne takie. Alergia na jedną rzecz, może pociągnąć za sobą kolejne uczulenia. Także to może iść lawinowo. A na to sposobu nie ma. Dlatego dopiero jak jest źle, idziemy do weta po pomoc. Bo jedyne co wtedy można zrobić to podać psu steryd. Ale jego działanie nie trwa wiecznie i jak trochę go podleczymy to znowu odpuszczamy. Nie chcę przez 3 miesiące walić w niego sterydami, które nie są obojętne dla organizmu.  Dlatego kurację przeprowadzamy, kiedy jest już źle i pies się męczy.

Oczywiście można zrobić badania na co pies jest uczulony, ale koszt tego jest wysoki, więc zrezygnowaliśmy. Z obserwacji widzę, co on może jeść. A sprawdzenie pyłków nam nie pomoże, niestety :(

Tak wygląda nasza historia od 2,5 roku. Łatwo nie jest, ale trzeba walczyć.

Ciapek żyje jak normalny pies, zajada się również pysznościami z KONGa, oczywiście zabawka jest napchana tym,co może jeść.


Co się zmieniło?
- Ciap przestał BARować;
- skończyła się komenda: Ciapek, coś spadło. Teraz ścigamy się z psem, aby szybciej podnieść niż pies połknie;
- Ciapek przeszedł całkowicie na jedzenie suchej karmy, a co za tym idzie: co chwilę czytam skład karmy, którą chcę zamówić;
- kupujemy karmy jednobiałkowe, bez zbóż. 
- worki, które zamawiam mają po 2-4kg, co wychodzi też drożej niż przy zamawianiu worków 15kg;
- prowadzę notatki, która karma mu najlepiej smakowała i jak długo jadł, oraz rodzaj białka;
- jak już jesteśmy przy suchych karmach to istotne jest ciągłe zmienianie smaków, co worek;
- przysmaki kupujemy takie, w których skład nam pasuje, przy czym dostają je tez Owczary;
- nie kupujemy żadnych smaczków, treserków czy gryzaków, które mają kurczaka. Wyjątkiem są surowe części kurczaka, które dostają Owczary, bo są na BARFie. Ale nauczona doświadczeniem, bardzo sporadycznie ląduje w ich miskach kurak, a raczej w sytuacjach, kiedy nic innego nie uda mi się kupić ;)

Obecnie szukam czegoś, co wspomaga leczenie alergii, jakiś tabletek czy suplementów. Próbowaliśmy z MSM,ale nie dość, że musiałam kombinować, aby to psu przemycić do miski to na dodatek nie zauważyłam poprawy. Liczę, że w obecnym pędzie z nowościami, coś w końcu znajdziemy.

Suszone gryzaki z takich gatunków zwierząt, które mu nie szkodzą. Na zdjęciu kawałek płuca wołowego.


Pamiętajmy, że jest jest podejrzenie alergii pokarmowej to trzeba wprowadzić najpierw dietę eliminacyjną dla psa. Czyli karmić go tym białkiem, którego nie jadł do tej pory. Najczęściej jest to ryba. Polecane jest aby gotować psu ryż i właśnie mięsko. Jeśli nie przynosi to efektu można spróbować inny gatunek mięsa,który nie uczula i którego pies nie zna. U nas to nie przeszło, wiec przeszliśmy z psem na suchą karmę.I najważniejsze to czytanie składów, bez tego to ani rusz.

I drugą bardzo ważną sprawą jest to, że należy sprawdzić wszelkie opcje drapania się u psa, a dopiero na końcu zdecydować się na steryd. Bo sterydy nie leczą, a jedynie łagodzą objawy.

Ale najważniejsze w tym wpisie jest to, że pies z alergią może normalnie żyć i cieszyć się życiem. To nie jest wyrok, że pies jest wybrakowany, czy inne wymysły sfrustrowanych ludzi.

Ciap jak zwykle niczym się nie przejmuje ;)